Świetlana przyszłość
Rozwój cywilizacji na przestrzeni wieków, a zwłaszcza towarzyszący temu rozwojowi postęp techniczny, był sprawcą powstania wielu nowych zawodów i specjalności. Ostatnie stulecie
charakteryzuje największa dynamika rozwoju nowych technologii. Nowe zawody powstają jak "grzyby po deszczu" i to nie nowe na przestrzeni wieku, czy półwiecza, lecz w ciągu zaledwie kilku
ostatnich lat. Jednocześnie "Szanowny Pan Postęp" odsyła do lamusa stare, czasem niepotrzebne, a czasem nieopłacalne zajęcia.
Można dziś z przysłowiową świecą szukać rzemieślników - płatnerzy, snycerzy, kołodziejów, bednarzy, to ci którzy nie tak dawno zakończyli swoją epopeję. Są również zawody pozostające w cieniu
masowej produkcji i taniej (czasem należałoby powiedzieć tandetnej) oferty gigantycznych magazynów handlowych. Tak dzieje się z krawcami, szewcami, stolarzami, garncarzami i tak dalej. Jest rzeczą
normalną, że jedne specjalności mają na rynku większy popyt, inne popadają w zapomnienie.
Należy zadać najważniejsze pytanie: Jak w takiej sytuacji wygląda przyszłość zawodu kominiarskiego?
Ta niepewność zapewne nurtuje wielu z nas i mogę być pewny, że coraz częściej i coraz większa ilość kominiarzy zadaje takie pytanie.
Kiedy wiele lat temu, mój Ojciec uczył mnie podstaw kominiarstwa, dostałem jedną z najważniejszych życiowych lekcji - lekcję optymizmu. Była ona wyrażona prostymi słowami "nie martw się,
choćby nie wiem co, czy wojna, czy rewolucja, kominiarz zawsze będzie potrzebny". Przez wiele lat maksyma ta sprawdzała się bardzo dobrze, jednak ostatnio coś w niej zaczyna trzeszczeć, nie ma
wojny, o rewolucji ani słychu, a z kominiarzami coraz gorzej. Jakie są tego przyczyny można by spisać na "wołowej skórze", nie o to jednak teraz chodzi. Ważniejsze jest pytanie - "co
dalej"? Czy wraz z postępem cywilizacyjnym i technicznym będziemy nadal ludziom potrzebni, a jeżeli tak to w jakiej formie i z jakimi obowiązkami?
Przyszłość można lepiej lub gorzej przewidzieć w sposób racjonalny, na podstawie zmian, które zachodzą obecnie. Można również podglądać sytuację w krajach, które na drodze rozwoju są choć o pół
kroku przed nami, wreszcie najbliższe zmiany można wyczytać "między wierszami" w wypowiedziach polityków mających największy wpływ na sytuację w kraju, w ciągu najbliższych lat. Według tak
prowadzonego rozumowania nasunęły mi się dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze dalszego trwania (niestety nie rozwoju), polskiego kominiarstwa. Przyznaję, że oba nie są zbyt pozytywne, ale że do
Kasandry jest mi daleko, wierzę że można je będzie zmienić.
SCENARIUSZ PIERWSZY:
Oparty na grze wolnorynkowej - Kończy się rejonizacja, brak koncesji, do wykonywania zawodu wystarcza jedynie wpis do rejestru, nowe zakłady usługowe powstają w sposób niekontrolowany.
W tym etapie istnieją zarówno stare zakłady kominiarskie, prowadzone przez mistrzów z wieloletnim doświadczeniem, stosujące wypróbowane metody pracy, lecz oportunistycznie nastawione do zmian
ekonomicznych, nie umiejące się znaleźć na rynku w nowej sytuacji. Ich właściciele przestrzegają zasad wpajanych od pokoleń takich jak "honor zawodu", "rejon", "jakość
usługi" itp. Obok takich zakładów coraz więcej jest firm kierujących się jedynie chęciami zysku, w większości ich właściciele dobrze "czują" zasady rynku, mają jakieś pojęcie o
zawodzie, oraz znajomości, czy koligacje w różnych spółdzielniach mieszkaniowych, zarządach budynków, czy innych instytucjach, gdzie oferują usługi o niższym wprawdzie poziomie, ale o wiele tańsze,
co pozwala wygrywać przetargi na obsługę kominiarską.
Następny etap to walka ekonomiczna.
Stare zakłady z uwagi na wyższe ceny, oraz postęp w ogrzewnictwie (gazyfikacja, ogrzewanie centralne zamiast piecowego, coraz większa ilość nowoczesnych urządzeń do obsługiwania których
uprawniony jest wyłącznie serwisant itp.) powoli, lecz systematycznie "wymierają". Dodatkowo coraz niższe zarobki warunkują napływ do kominiarstwa ludzi o coraz niższej inteligencji i
pracujących byle jak.
Zakłady nowe nie przywiązując wagi do poziomu usług, a jedynie do rachunku ekonomicznego, mają już w tym czasie ceny na usługi takie same jak dawne zakłady kominiarskie. Stosując jednak zasadę
"kiedy inni w tym samym czasie obsługują dwa budynki, my robimy cztery"- partaczą robotę i nie dotrzymują jakości świadczonych usług.
Jest to etap zamierania rzemiosła kominiarskiego w ogóle, a tradycyjnych, kunsztownych usług takich jak czyszczenie wędzarni, czy wylepianie komina nie ma już wcale. Postęp jednak idzie naprzód
od fachowca w dziedzinie odprowadzania spalin i wentylacji wymaga się coraz więcej, nie stać na to jednak ani niedouczonych nuworyszy, ani zbiedniałych starych mistrzów, którzy zresztą zatrzymali się
w swoim rozwoju na rozwiązaniach technicznych z poprzedniej epoki.
W tej sytuacji częściowo rolę kominiarzy przejmą serwisy znanych firm sprzedających kotły, podgrzewacze wody, klimatyzatory itp. z uwagi na skomplikowaną automatykę, oraz warunki gwarancyjne,
zaczną powoli rozwijać również działalność typowo kominiarską, na początek u klientów gdzie pracują "ich" urządzenia.
Społeczeństwo jest już w tym okresie nastawione do kominiarzy bardzo negatywnie. Po pierwsze - nie chce aby ktoś na siłę oferował usługę, po drugie - cena usługi nie jest odzwierciedleniem
jakości, po trzecie typowy "Kowalski" woli zadzwonić po serwisanta, który wyreguluje i wyczyści drogi kocioł, przy okazji czyszcząc komin i sprawdzając poprawną pracę wentylacji. Choć płaci
za to kilkakrotnie drożej niż kominiarzowi, ale ma przedłużoną gwarancję i "śpi spokojnie".
Kolejny etap to śmierć typowego kominiarstwa, wypadają z gry zarówno zakłady które powstawały na fali "wolnej konkurencji" zarobiły w pierwszym etapie krocie, by powoli pozbyć się
klienteli zawiedzionej marnym poziomem usług i niekompetencją. Dogorywają również zakłady z wieloletnią tradycją, jednak zbyt anachroniczne, skupiające się na tradycyjnych metodach pracy, nie
inwestujące w nowy sprzęt, a przede wszystkim nie pogłębiające swojej wiedzy zawodowej.
Serwisanci regularnie szkoleni przez swoje macierzyste firmy, zmuszeni do zakupu coraz nowszego sprzętu diagnostycznego zbierają w tym czasie prawdziwe żniwo.
Jednocześnie zaczynają powstawać nowe firmy świadczące usługi, które ogólnie można nazwać pokrewnymi z kominiarstwem. Jednak pracują w nich ludzie z odpowiednim wykształceniem, zaopatrzeni w
najnowocześniejszy sprzęt. Sprawdzają, czyszczą przewody spalinowe i wentylacje, posiadają uprawnienia i sprzęt do kontroli instalacji gazowych, ciepłowniczych i klimatyzacyjnych, a być może nawet
energetycznych. Ale z typowym "czarnym" kominiarzem na rowerze nie ma to już nic wspólnego.
...Pod dom zajedzie elegancka furgonetka, z kilkoma panami ubranymi w firmowe stroje, z odpowiednią aparaturą, przemysłowym odkurzaczem do kominów, szybko i sprawnie wyczyszczą, wyregulują,
wypiszą protokół, zabiorą sadze i odjadą.
Aha - każą sobie odpowiednio zapłacić - no cóż, usługa na telefon kosztuje.
Zbiedniały sąsiad z drugiej strony ulicy weźmie w rękę linkę, z nawiniętą szmatą na stary sklepowy odważnik uwiązany do jej końca. Sam z godnością wyczyści rozpadający się komin. W końcu nie po
to przed laty wygrał sprawę z tym nachalnym kominiarzem, o to że sam może czyścić swój komin, aby teraz dawać zarabiać tej "głupiej, nowomodnej firmie".
Jedyną pozostałością po tradycyjnym kominiarstwie będą wtedy bandy przebierańców roznoszące już od lipca noworoczne "kominiarskie" kalendarze.
SCENARIUSZ DRUGI:
Po wstępnym rozprężeniu wolnorynkowym nasila się fala zatruć, wybuchów gazu, zaczadzeń. Wprowadzone zostają ostre przepisy kontrolne, rejonizacja, koncesje na wniosek Korporacji Kominiarzy
Polskich wydaje Organ Administracji Państwowej. Rejonowy Mistrz kominiarski - kierownik zakładu, jest przed tym organem odpowiedzialny za stan powierzonego mu rejonu.
-,Prawda, że pięknie? - ale do czasu.
Lata mijają, mistrzowie wprawdzie kontrolują rejony, ale głównie pod względem ekonomicznym, wyznając przy okazji zasadę "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie", starzeją się, nie
dopuszczając młodszych i lepiej wykształconych do mistrzowskich szlifów w obawie o własny "stołek". A najgorsze jest w tym wszystkim, że nie dostrzegają coraz szybciej pędzącego postępu,
który przemyka obok nich.
Następny etap to niestety znowu upadek. Z początku zaważy na nim coraz niższy poziom wiedzy na temat nowych rozwiązań w ciepłownictwie, nastąpi stopniowe wykluczanie niedouczonych mistrzów z
komisji odbiorowych przy oddawaniu do użytku coraz nowszych i bardziej skomplikowanych urządzeń, a później na arenę wkroczy nasz znajomy z pierwszego scenariusza - serwisant.
Rozwoju świadomości społeczeństwa nie da się jednak cofnąć. Serwisant uzbrojony w najnowocześniejszy sprzęt diagnostyczny, znowu wygra z kominiarzem na rowerze, uzbrojonym jedynie w szczotkę i
linkę. Poza tym mistrz niewiele kominiarza nauczył, po pierwsze aby "jajo nie było mądrzejsze od kury", po drugie dlatego, że sam niewiele wie o nowoczesnych systemach grzewczych i tak
naprawdę niewiele to pana mistrza interesuje - najważniejsze są przecież pieniądze.
I tak się kończy ten etap drugiego scenariusza. Następny jest bardzo podobny jak w scenariuszu pierwszym - coraz mniej ludzi potrzebuje niedouczonego, brudnego kominiarza, coraz lepiej powodzi
się serwisantom, powstają nowe firmy...
W końcu zmieniają się przepisy, kończą się koncesje, ... karawana idzie dalej.
Mój dobry znajomy scharakteryzował kiedyś generalnie kominiarzy w taki oto sposób - "są to ludzie, którzy już nauczyli się liczyć (pieniądze), ale jeszcze nie umieją czytać i pisać".
Długo zastanawiałem się czy pisać jakiekolwiek podsumowanie do tak pesymistycznych (choć życiowych) prognoz. Myślę, że wszystkim nam należy się odrobina pocieszenia. Mamy jeszcze szansę, być
może ostatnią, aby natychmiast przesiąść się z "roweru do furgonetki" i nie chodzi tutaj tak bardzo o posiadany sprzęt. Chodzi o coś więcej, o poziom świadczonych usług, a przede wszystkim
o POZIOM naszej WIEDZY ZAWODOWEJ. Nie o suche, literalne interpretowanie przepisów, ale o umiejętność obliczania, projektowania i właściwej eksploatacji coraz bardziej skomplikowanych systemów
grzewczych, wentylacyjnych i klimatyzacyjnych.
Ostatnia szansa nadal jest w zasięgu ręki, inaczej zostaną nam wyłącznie noworoczne kalendarze.
Mistrz kominiarski
Roman Mucha
|