KOMINIARSKI GUZIK PO RAZ DRUGI

W numerze “Polskiego Kominiarza” 1/2000 mój sympatyczny przyjaciel mistrz kominiarski – Ryszard Obuchowicz opisał ciekawa genezę powołania zwyczaju wśród społeczeństwa – łapanie się za guzik na widok spotkanego kominiarza. Będąc kilkunastoletnim chłopcem też widziałem na ulicy ten zwyczaj, słyszałem wesołe okrzyki: Idzie kominiarz, łapać się za guzik! Zapytałem ojca – Stanisława Ostrowskiego – mistrza kominiarskiego. Tatusiu – dlaczego, ludzie na ulicy na widok kominiarza łapią się za guzik? Ojciec uśmiechnął się i opowiedział mi taką romantyczną legendę:
Dawno, bardzo dawno temu (bo tak się legendy zawsze rozpoczynają) na dworze wielkiego margrabiego, gdzieś w Niemczech odbywały się wielkie uroczystości, zabawy wiosenne związane z szukaniem kwiatu szczęścia w lesie. Podczas tych zabaw zaginęła córeczka, jedynaczka margrabiego. Wszelkie poszukiwania na nic się zdały. Zrozpaczony margrabia ogłosił, że kto odnajdzie jego córeczkę dostanie bardzo dużą nagrodę. Wśród licznych szukających był również młody kominiarczyk praktykujący u majstra w pobliskim mieście. Kominiarczyk znał lasy pochodził z okolicznych leśnych wiosek. Po długich i uciążliwych poszukiwaniach właśnie kominiarczyk odnalazł margrabiankę, która wpadła do głębokiego zarośniętego rowu. Kominiarczyk przy pomocy liny i drabinek (wtedy kominiarze nosili drabinki ze sobą) wydostał dziewczynkę i odprowadził całą i zdrową do pałacu margrabiego. Uradowany margrabia* zapytał kominiarczyka co chce w nagrodę, a wszystkie jego życzenia będą spełnione. Kominiarczyk był bardzo biednym i skromnym chłopcem, a marzeniem jego było mieć nowy mundur kominiarski ze świecącymi metalowymi guzikami i o taka nagrodę poprosił margrabiego i uszyli mundur z najprzedniejszego materiału, a każdy guzik moi drodzy był zrobiony ze szczerego złota wysadzony drogimi kamieniami – margrabia był człowiekiem bardzo bogatym, a wdzięczność jego nie miała granic. Ucieszony kominiarczyk założył ten piękny mundur i poszedł jak zwykle do codziennej ciężkiej roboty. Pewnego dnia, gdy wychodził na stromy dach, zahaczył drogocennym guzikiem o jakąś wystającą część wyłazu na dach – guzik urwał się i potoczył (ku przerażeniu kominiarczyka) po dachu, a następnie spadł na ulicę.
Ulicą przechodziła bardzo uboga wdowa, która miała kilkoro dzieci, w tym bardzo chorego synka. Znaleziony guzik pomógł jej nakarmić dzieci i wyleczyć chore dziecko. A kominiarczyk miał dobre serce i pogodził się z utratą jednego guzika.
Drodzy młodzi tatusiowie i dziadkowie, gdy wyczerpią się wam bajeczki Andersena i Grimma – o śpiącej królewnie i dziewczynce z zapałkami – opowiedźcie na dobranoc waszej dziatwie tę kominiarską legendę “O szczęśliwym guziku”. Zobaczycie, że będzie się im bardzo podobała – myślę, że i wam też.
Mistrz Kominiarski
Marek (Marian) Ostrowski

Powrot do poprzedniej strony