Święty Florian - patron strażaków,
kominiarzy, hutników
i miasta Krakowa
Święty Florian rycerz Chrystusowy, oficer rzymski, ginie w 304 roku w czasie prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjusza. Uwięziony i torturowany za odmowę złożenia ofiary pogańskiej zostaje utopiony w rzece Enns. Relikwie jego podarowano Polsce przez Papieża Lucjusza III w XII wieku znajdują się w ołtarzu głównym Katedry na Wawelu. Świętem tego patrona jest dzień 4 maja. Oręduje za nami podczas klęsk żywiołowych , wzywamy jego wstawiennictwa w walce z pożarami. Jest od wieków patronem służb mających związek
z ogniem / strażaków, kominiarzy, hutników / oraz miasta Krakowa, jako że relikwie jego spoczywają w tym mieście. Powyższe uzasadnia zwyczaj i praktykę umieszczania na sztandarach branżowych
w emblematach, nazwach itp. Wyżej wymienionych służb rycerskiej postaci Świętego Floriana.
Taka praktyka została przyjęta i jest kontynuowana niemal we wszystkich krajach Europy.
Tradycyjnie i zwyczajowo obchodzi się dzień 4 maja - Świętego Floriana - jako święto branżowe łącznie z uroczystościami kościelnymi. Wypada również nadmienić, że dwie Spółdzielnie Kominiarskie
w Kraju - Wrocław i Jelenia Góra - powstałe na przełomie lat 1950/51 zostały Sądownie zarejestrowane pod nazwą " Florian " pod którą to nazwą występują do dnia
dzisiejszego. Mimo niesprzyjającego szczególnie w latach pięćdziesiątych politycznego klimatu Spółdzielnia " Florian " we Wrocławiu występowała z okazji różnych uroczystości nieprzerwanie od 40 lat z własnym sztandarem
z wizerunkiem Świętego Floriana, co nie było w przeszłości mile widziane.
Przy okazji historycznych rozważań "Floriańskich" słów kilka na temat praktykowanego do dnia dzisiejszego niemal w całej Europie sygnału porozumiewawczego wśród kominiarzy. Polega on na dwóch po kolei występujących dźwiękach - pierwszy długi o wyższej, a drugi krótki o nieco niższej tonacji. Legenda jego powstania głosi co następuje: w małym miasteczku we Włoszech zaginął pewnego dnia młody kominiarz powszechnie lubiany, ceniony i szanowany. W poszukiwaniu zaginionego rozległy się w miasteczku wołania "Hiiii-ob"
w myśl przyjętych i praktykowanych w tym okresie obyczajów. Trwało to kilka dni. Znaleziono go zaczadzonego i częściowo spalonego w kominie. Od tego czasu kominiarze używają w celach porozumiewawczych / wzajemne poszukiwania, ostrzeżenia, sygnalizowania itp. / tego oto sygnału "Hiiii-ob". Wołanie "Hiob" wywodzi się z opowieści biblijnej " Księgi Hioba", w której głównym bohaterem był człowiek ciężko doświadczony i cierpiący stąd określenie: hiobowe, przerażające wieści o nieszczęściu, łzy Hioba itp.
Antoni Heryszek
|