Kominiarz
powinien być strażnikiem
Gdy w 1957 roku kolega Wilhelm
Syrnicki podjął prace jako czeladnik kominiarski, jego mistrz
Maksymilian Kleszcz, nakłonił młodego chłopaka do wstąpienia
szeregi Straży Pożarnej.
Twierdził, że kominiarz musi być strażakiem i on pracownika nie
potrafiącego gasić pożarów zatrudniać nie będzie. Chcąc nie
chcąc kilkunastoletni wówczas Wilhelm Syrnicki był zmuszony zgłosić
się do naczelnika O.S.P. w Gardawicach Józefa Szaforza. Związaniu
z pożarnictwem towarzyszyło poznanie córki naczelnika, piętnastoletniej
wtedy panienki. Po kilku latach została ona żoną kominiarza i
strażaka
w jednej osobie. W roku 1971 wybrano go na stanowisko komendanta
O.S.P. w Orzeszu. W międzyczasie ukończył szkołę podoficerską
pożarnictwa, uzyskując stopień st. chorążego pożarnictwa. Od
1971 roku prowadzi samodzielnie Okręg Kominiarski. Szkoli i
egzaminuje adeptów Kominiarstwa. Jako Przewodniczący Komisji
Egzaminacyjnej w Katowicach przeegzaminował 260 czeladników i
mistrzów kominiarskich. Jest aktywnym członkiem Korporacji
Kominiarzy Polskich. Pełni funkcję Wice Prezesa Zarządu Głównego
i Prezesa Oddziału Wojewódzkiego w Katowicach. Z pełnionych tych
funkcji zbiegła się kolejna fascynacja. Z wyjazdu do Brna w 1973
roku Wilhelm Syrnicki przywiózł parę oznak strażackich z innych
krajów. Po paru łatach stwierdził, że warto zająć się
zbieraniem podobnych pamiątek, zaś podczas zwiedzania Muzeum
Pożarnictwa w Mysłowicach utwierdził go w tym przekonaniu
dyrektor tegoż muzeum.

Obecnie po dwudziestu latach, jeden z pokoi
kolegi Wilhelma Syrnickiego pełen jest eksponatów i przedmiotów
związanych ze strażactwem i kominiarstwem. Jak sam mówi, jest ich
parę tysięcy - od zabytkowych rzeczy począwszy po zabawkowe
modele wozów pożarniczych. Z pewnością do najciekawszych i
najcenniejszych w jego kolekcji należy kamienna rzeźba Sw.
Floriana - wskazuje mój rozmówca. Pochodzi z 1872 roku.
Przywieziona została spod Zawiercia, gdzie chciano ją wrzucić do
wylewanych fundamentów nowo budowanego domu jednorodzinnego. Figur
z wizerunkiem Św. Floriana posiada jeszcze kilkanaście z różnych
okresów, oprócz tego wizerunki patrona strażaków, hutników i
kominiarzy, znajdują się na kilkunastu wiszących na ścianach
obrazach, a także oznakach. Jedna z nich, wybita z okazji I
Krajowego Zjazdu Straży Pożarnych w Warszawie w 1921 roku, należy
do unikatów. W całej Polsce są jej tylko trzy egzemplarze. Poza
tym pokój zapełniają lampy, trąbki, puchary strażackie, zaś w
szafie w rogu stoi kilkanaście hełmów z prawdziwym rarytasem z
1915 roku. Posiada w swej kolekcji hełm strażacki z akcji gaszenia
elektrowni atomowej w Czarnobylu. Najcenniejszy, pochodzący z 1900
roku, zabrał mu podczas wizytacji w latach osiemdziesiątych
komendant wojewódzki Straży Pożarnej w Katowicach jako podarunek
dla ówczesnego I sekretarza K.W. PZPR w Katowicach. Kolega Wilhelm
Syrnicki do dziś nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Ale czy
można było wtedy sprzeciwić się takiemu argumentowi. Czy to I
sekretarzowi prezent nie przypadł do gustu, czy rolę odegrały
inne względy, hełm jak się okazuje, znalazł się w Muzeum
Pożarnictwa w Olkuszu. Mój rozmówca czyni obecnie starania o
odzyskanie swej bezcennej
dawnej własności (czego mu serdecznie życzę). Eksponaty i
pamiątki Wilhelm Syrnicki zdobywał w różny sposób - natykał
się na nie na starych strychach i poddaszach podczas wykonywania
zawodu kominiarskiego, kupuje, dostaje w prezencie od znajomych
znających jego zainteresowania. Kiedyś nosił się z zamiarem
stworzenia Muzeum Pożarnictwa w Orzeszu. Wciąż nie wyklucza tego
pomysłu, zostały by bardziej wyeksponowane i udostępnione
szerszej społeczności. Stwierdza, że w pewnych momentach ma
powody do ograniczenia zapału, gdyż kolekcjonerstwo zaczyna
pochłaniać dużo czasu i przysłania inne zajęcia zawodowe i
społeczne. Po usłyszeniu wypowiedzi przez mego rozmówcę, zięć
Wilhelma Syrnickiego st. chorąży pożarnictwa od razu zaoferował
pomoc w opiekowaniu i powiększaniu zbiorów. Tym samym tradycja
rodzinna została w domu Wilhelma Syrnickiego podtrzymana.
Ryszard Uliczka
|